"Kurier" o Elderlandzie

Tu spotykają się artyści, mecenasi kultury, naukowcy i sportowcy.
Awatar użytkownika
Daniel von Witt
Król Elderlandu
Posty: 3033
Rejestracja: 5 cze 2012, 14:38
Numer GG: 41404078
Lokalizacja: Elder (Luskania), Buuren (Furlandia)
Kontakt:

"Kurier" o Elderlandzie

Post autor: Daniel von Witt » 29 sie 2018, 10:15

JKW Edward wraca do starej dobrej formy, mocno aktywizując swojego Kuriera. Poświęcając na niego czas ostatniej nocy spłodził kilka zwięzłych tekstów, w tym aż dwa dotyczące Królestwa Elderlandu. W materiale Elderland wraca do gry JKW pisze na temat naszych ostatnich perturbacji i próbach ich przełamywania. Z kolei artykuł Sarmacja wycofuje uznanie Monderii mowa jest o geście JKM Roberta Fryderyka wobec Królestwa Elderlandu ws. zbuntowanego Księstwa. Zachęcam do lektury.

(-) Daniel von Witt, r.

Awatar użytkownika
McMelkor
Lord Strażnik Koronny
Posty: 84
Rejestracja: 18 sie 2010, 22:19
Kontakt:

Re: "Kurier" o Elderlandzie

Post autor: McMelkor » 11 wrz 2018, 22:48

Widzę, że "Kurier" rzeczywiście wraca do formy. Ciekawie było przeczytać o wydarzeniach ostatnich dni, które znałem wcześniej już z innych źródeł. Rozmowa na ten temat z wysokim funkcjonariuszem zaprzyjaźnionego państwa zainspirowała mnie do krótkiego komentarza.

Obrazek

Upadek WKE ma cechy tragikomedii. Tragedii, bo dokonano szkód Królestwu. Komedii — za sprawą jej głównego aktora. Jak wiadomo, istnieją dwie postawy polityczne, które można szanować — praworządność oraz decyzjonizm. Gdyby jeszcze nasz główny aktor zbanował swojego wroga po trve-dyktatorsku, «bez żadnego trybu», to może bym nawet to szanował, tak jak szanuje się budzącego respekt przeciwnika. To jednak nie ten format. Nasz główny aktor jest bowiem miększy od pały baridajskiego policmajstra.
Boi się walczyć mieczem, zaś gdy spotka się ze średniej wielkości manifestacją pod swoim pałacem zażądającą jednak nieodzierania władzy królewskiej z resztek godności, nasz wannabe-dyktator już nie jest tak bliski triumfu woli, jak gdy banuje niemogącego się bronić nieobecnego; ugina się — ma to przecież przećwiczone. Można by rzec, że czynię zarzut z wykonywania woli społeczeństwa, co powinno mieć przecież wartość pozytywną. Nie, jednak. Ja czynię zarzut z niekonsekwencji. Jak już się wkroczyło na raz obraną drogę, to trzeba nią dumnie kroczyć dalej, a nie miotać się między próbami realizacji własnych planów wbrew przeciwnościom, a uciekaniem z podkulonym ogonem pod naporem większości. Tacy ludzie Cezarami nie zostają; najwyżej późnymi Romanowami. «Słaby charakter się nadaje do życia, ale nie na stanowiskach kierowniczych» — powiada mój znajomy. «Jak się słaby charakter zabiera za FAKTY DOKONANE, to skutki mogą być tylko OPŁAKANE».

Próba załatwienia wszystkiego w białych rękawiczkach niezbyt się powiodła, bo aktor nie pomyślał, że białe rękawiczki można sobie pobrudzić także od wewnątrz — palcami pośledniego rzezimieszka, który w podręczniku dla geniuszy zbrodni nie doczytał, że przed wszystkim należy umyć ręce. Kieszonkowiec to nie materiał na Jamesa Moriarty, niestety.

To i tak zresztą lepiej niż poprzednim razem. Wtedy to nasz główny aktor, spotkawszy się ze średniej wielkości manifestacją pod swoim pałacem, uciekł z gracją właściwą Mustela putorius albo Nicolae Ceauşescu najpierw na dach, a następnie helikopterem w kosmos.

Pewien rosyjski filozof powiedział kiedyś, że jeśli Muammar al-Kaddafi był dyktatorem, to «w archaicznym znaczeniu tego słowa». «Dyktator to ten, kto określa porządek prawny, to ten, który w odróżnieniu od innych jest sposobny to zrobić. Inni nie mogą, a on może nakreślić kontury norm politycznych i prawnych». Tak właśnie — jedni MOGĄ; inni nie, na tym polega magia polityki i władzy, której struktury potrafią znacznie odbiegać od tych formalno-prawnych; autorytet może być królem bez korony, a chłystek nim nie zostanie, choćby wciśnięto mu koronę na głowę.

Dla porównania przytoczę pewną historię. Jednego razu przybyło do niezależnego wówczas Elderlandu dwóch nowych mieszkańców. Nie zajęło naszemu kontrwywiadowi choćby dwóch dni, by stwierdzić, że to dwóch naszych byłych obywateli, którzy obaj spadli niegdyś z równie wysoka, jak sam Jaśniejący Syn Jutrzenki, powraca teraz by pełnić role agentów wpływu zagranicznego mocarstwa, a dokładniej — i uczciwiej — rzecz stawiając, ośrodka władzy na jego peryferiach, kolekcjonera koron, który miał z centralą na pieńku i został przez nią w pewnym momencie spacyfikowany. Jakie decyzje podjęliśmy wobec takich faktów? Nie było nad czym się zastanawiać, interes Państwa był jasny. Nie było żadnego procesu, żadnej gry operacyjnej kontrwywiadu, żadnych Falandyszy. Załatwiliśmy z nimi sprawę po męsku, jak — nie przymierzając — Kiszczak z Popiełuszką. O takich dwóch, jak ci ostatni, będą śpiewać pieśni; o Falandyszach nikt nie będzie pamiętał.

--
Simon McMelkor

ODPOWIEDZ

Wróć do „Kultura, Nauka i Sport”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość